Prowadzę tam kącik modowy (nie żebym się na tym znała :P ) i opowiadanie kryminalne.
Oto jego pierwsza część:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przewrócił oczami z wyraźnym
poirytowaniem.
-No chodź, będzie fajnie!
-Tak, będzie ,,super,, fajnie… A najfajniej jak znajdą cię
po tygodniu nożem w brzuchu i wnętrznościami porozrzucanymi po kątach. Po
prostu cudownie!
-Jak zawsze przesadzasz. Przecież wiesz, że go już od dawna
tam nie ma.- przysunął się odrobinę bliżej.- A, tak w ogóle, to od kiedy się o
mnie martwisz?...
Prychnęła z pogardą całkiem bagatelizując nieprzyzwoite
pytanie.
- Całkiem nie rozumiem, po co chcesz tam iść. Nie lepiej… no
nie wiem… zagrać w LoL’a?
- Nie ciekawi Cię jak żył największy morderca tego wieku? Co
widział na co dzień, gdzie obmyślał swoje zbrodnie? Nie mów, że tak wielką
fankę horrorów to nie interesuje.
Tak oto ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem skazując
naszych bohaterów na długie pasmo dławiących niepowodzeń okraszonych krwawą
pokutą za grzechy niewinnych.
Drzwi skrzypnęły odcinając im ostatnią drogę
ucieczki. Tak oto stali w holu domu największego znanego im zbrodniarza, który
jeszcze kilka lat temu budził powszechną panikę na całym Dolnym Śląsku.
Rozejrzeli się. Promienie jasnego światła oświetliły jasnym blaskiem, tańczące
w powietrzu drobinki kurzu. Lecz tylko to można było nazwać w jakiś sposób
pięknym. Cała reszta była zwyczajnie mroczna, jakby przepełniona aurą dawnego
właściciela. Dom wydawał się uśpiony, jakby tylko czekał na czyjś powrót. Czy,
gdyby jednak istniał, mieszkaniec tolerowałby te wszechobecne pajęczyny, tłuste
robale i piekący swąd zgnilizny? Chyba,
że zaległby na wyjedzonej przez mole kanapie oglądając nadal włączony
telewizor, wypełniający ciszę miarowym szmerem. Mimo wszystko, wyimaginowanego
mieszkańca nie było. Jedynymi ludzkimi istotami w tym domu była nasza para
wścibskich nastolatków. I on…
To byłby zwykły pokój. Zwykłe
łóżko, zwykłe szafki. Zwykłe stare firany, zwykły haftowany dywan. Gdyby,
oczywiście, nie wziąć pod uwagę rozbryzganej wszędzie krwi i martwego mężczyzny
leżącego na ,,zwyczajnym łóżku,,. I nie, nie wyglądał jakby spał, jak to wmawiają
wam w bajeczkach na dobranoc. Wyglądał jakby ktoś pastwił się nad nim
miesiącami, zdejmując zeń maleńkie kawałki skóry, a rany zalewając żrącym
kwasem. Jakby morderca upajał się zbrodnią raniąc coraz to mocniej i
dotkliwiej, a wszystko miało się odbić w jego wykrzywionej grymasem bólu
twarzy. Kościste dłonie wyciągnięte, jakby po ratunek, oddawały horror
ostatnich chwil tegoż człowieka, a okaleczone ciało prezentowało ogrom zbrodni.
Najgorsze były jednak te martwe, puste oczy przekrwione do granic możliwości
tak okrutnie niewinne.
Macie jakieś pomysły na dalszy ciąg? Piszcie! -->
