poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 6; Klatka umysłu...

Siedziałem obok jej łóżka. Oplotłem świat wokół mnie. Biel, biel w oczach, a w duszy cień. Niczym w psychiatryku. Nie. Ludzie w psychiatryku nie panują nad sobą. Ich umysły są wypaczone, nie rozumieją i nie wiedzą co czynią. A ja wiedziałem. Zdawałem sobie sprawę z każdego popełnionego błędu. Zawsze. Ból topiłem w alkoholu i niezliczonej ilości petów. W odrzucającym, gburowatym zachowaniu. Jakoś to leciało. Znieczulone życie w znieczulonym świecie. Myślałem, że cierpię. Okłamywałem sam siebie. Nie cierpiałem. Jej nieruchome ciało podpięte przeźroczystymi rurkami do życiodajnych sprzętów tak szczupłe i delikatne- to było prawdziwe cierpienie. To co czułem wcześniej nie umywało się nawet do bólu, który dziś rozrywał mi piersi. Nie rozumiałem ,,czemu?''. Zawsze była miła i dobra. Cały czas się uśmiechała. Nigdy nie odmawiała pomocy. Była przykładną uczennicą. Była silna i wierna swoim ideą. Czemu to spotkało ją? Czemu niewinni muszą cierpieć za błędy winnych? To niepojęte. Niesprawiedliwe niczym życie. Gdybym to był ja... cieszyłbym się. To nic dla takiego zwyrodnialca jak ja. Już dawno powinienem iść na odstrzał. Nikt by nie płakał. Ale ona?! Czmże zawiniła? Za co ją ukarałeś? Drzwi trzasnęły. Pielęgniarka siedząca okrakiem na jakimś dziadku reanimowała go zawzięcie. Krzykliwy sygnał śmierci rozniósł się po całym szpitalu. Zamknąłem oczy wsłuchując się weń z rozkoszą. Jakże kruche jest ludzkie życie. Wystarczy jeden powiew by je zakończyć.
Starca odwieziono na salę operacyjną. W pośpiechu naciągając gumowe rękawiczki śpieszył się tam TEN doktor. Nasze spojrzenia się spotkały. Przypomniałem sobie wcześniejszą z nim rozmowę:
,,-Co z nią?
- Niestety nie najlepiej, ale mogło być gorzej. Zapadła w śpiączkę. Wyniki nie wykazują jednak żadnych obrażeń wewnętrznych. Oprócz mocnego przemęczenia i odwodnienia była zdrowa. Coś musiało stać się z jej psychiką. Najpewniej był to niespodziewany, mocny cios psychiczny. Jeśli był zaplanowany i zadany przez wykwalifikowaną osobę to bardzo ciężko będzie jej z tego wyjść.,,
Gdy to usłyszałem nogi się pode mną ugięły.Pociemniało mi w oczach i umyśle. Świat zawirował wszystkimi kolorami szarości. Nie, nie mogło być. gorzej. Nie dla mnie. To była moja wina. Nie wiedziałem czemu, ale moja. Gdybym jej wtedy nie puścił. Gdybym był silniejszy teraz byłaby przytomna. Śmiałby się, a nie leżała uwięziona we własnym ciele. Wiedziałem jak cierpiała. Jej umysł pracował prawidłowo, lecz ciało nie spełniało poleceń. Była niczym w klatce samej siebie. Wyobrażałem sobie jej przeźroczystą kopię uderzającą piąstkami o wnętrze ciała. Ta niemoc zapanowania nad własnym ja była najgorsza. Nie ważne czy płakałeś, czy krzyczałeś, czy błagałeś o pomoc, nikt nie przybył Ci z odsieczą. Przechodzili tylko obok dyskretnie kiwając głowami.
Nic z tego nie będzie.
On już umarł.
Położyłem swoją dłoń obok jej. Nie potrafiłem jej jednak dotknąć. W tym momencie oddałbym wszystko aby tylko wstała i swym przesłodkim głosikiem zapytała gdzie jest. Gdyby tylko chodziło o coś możliwego do przeszczepu... Oddałbym jej wszystko- od nerek, po płuca, samo serce bym jej oddał, do ostatniej kropli krwi, by tylko wstała. By choć raz jeszcze się uśmiechnęła.
Nagle stał się cud. Moja ręka otarła się o coś ciepłego. Na początku nie zareagowałem pusto wpatrując się w nikły punkt innej rzeczywistości. Czując jednak niezwyciężoną ciekawość mózgu obróciłem wzrok ku jej ręce. Poruszyła się. Jej doń położona była na mojej, choć chwilę wcześniej leżała trochę dalej. Z ogromną nadzieją popatrzyłem na jej twarz. Powieki nadal były opuszczone, jednakże kąciki ust podniosły się nieznacznie. Pięścią uderzyłem o metal łóżka. Dlaczego ona?! Dlaczego akurat ona?! Nawet nieprzytomna próbowała mnie pocieszyć, choć sama mogą już nigdy nie wstać! Chciało mi się płakać. Chciało mi się burzyć. Chciało mi się... Delikatnie ucałowałem jej dłoń i odłożyłem obok. Ostatnie spojrzenie. W myślach obiecałem jej coś najważniejszego przez te 10 lat. Wybiegłem z sali. W oddali usłyszałem jeszcze niknący głos lekarza:
-Proszę pana! Gdzie pan idzie?!
- Nie jestem ,,pan,, tylko John.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ciemność. Ciemność i pustka. Ogromna. Nieograniczona. Jakby coś wciągnęło mnie w piekielną otchłań. Co to było? Emily? Nie, ona jest szczęśliwa tam w Niebie. Też nie, oni odpoczywają w domu... Już pamiętam. Byliśmy na tej akcji w Ex Blance. Wiem, że to była tylko akcja służbowa, ale... Tak strasznie mi się podobało! Nigdy nie byłam na takim balu. Przepych tego miejsca wbił mnie w przysłowiowy fotel. To światło, tysiące iskier pod nogami i w głowach. Piękno w najczystszej postaci. Chciałam do nich dołączyć. Ale się bałam. Nie starczyło mi odwagi by go poprosić... I wtedy dostał tego e-mensa. Myślałam, że się zdenerwuje, ale on zareagował inaczej. Miał takie dzikie iskierki w oczach. Zaprosił... mnie do tańca! W jego ramionach czułam się wolna. Bezpieczna. I kochana. Już nie miałam potrzeb. Potrzebowałam tylko jego. Jego oczy błyszczały nieukrywanym zachwytem, a ja wiedziałam, że moje błyszczą tak samo. Nie dana nam była jednak wieczność. Wokół zapanowała ciemność. Bałam się. Wtedy gdy to się stało też było ciemno... Moje ramiona przytuliły go mocno. To było tak naturalne jak wdech i wydech, dzień i noc. Chciałam wtedy tylko aby też mnie przytulił. Moje marzenie się spełniło.
Poświęciłam się za niego. Poświęciłam się za niego. Wiedziałam, że nie dam rady tylu napastnikom, ale chciałam to dla niego zrobić. Chciałam żeby żył. Ze mną czy beze mnie- nie ważne. Najważniejsze żeby choć raz zaciągnął się powietrzem. Zobaczył okolony czerwienią wschód słońca. Wyciągnął do kogoś kojące ramiona tak jak to zrobił do mnie. Nie liczy się nic więcej. Tylko jego szczęście.
John... tęsknię.
_______________________________________________________________________________
Po raz pierwszy na tym blogu wprowadziłam narrację ze strony Ann. Jak to się podoba? Ten styl będzie się ciągnął do końca więc w razie zadowolenia/niezadowolenia pisz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz