niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 2; Praca

Zerwałem się gwałtownie z krótkim pistoletem wymierzonym w wyjący przeraźliwie budzik. Tak, spałem z pistoletem pod poduszką. Czemu? Oficjalna wersja była taka, że ze względu na bezpieczeństwo. Nieoficjalna, czyli prawdziwa, była taka, że dzień w dzień miałem jeden i ten sam sen- moją mamę, małego mnie i nagły obraz jej rozrzuconego po pokoju ciała. Czułem odór rozkładających się zwłok, przerażała mnie gnijąca, zakrwawiona twarz. Nienawidziłem się za to, że jej nie uratowałem. Ogólnie nienawidziłem samego siebie…
Wypiłem jednego, dwa… no może pięć kieliszków najlepszego leku na uspokojenie o melodycznej nazwie Brandy. Ubrałem to co zawsze-coś na górze, coś na dole, jakiś płaszcz i kapelusz. Stylówa a' la Sherlock Holmes okraszona odrobiną gburowatego samotnika- stylówa idealna. Wychodząc spojrzałem jeszcze w lustro. Przystojny, szarmancki i zabójczo kuszący… taki nie byłem na pewno. Choć przystojny byłem zawsze i tak skromny, że… bardzo, bardzo skromny.
Ach ta komunikacja miejska! Smród, brud i ubóstwo, wszechobecni amatorzy sklepów monopolowych i największe możliwe skupisko złodziei. Do tego ta punktualność! Do agencji dotarłem pół godziny po czasie. Z cichym stukotem przemierzyłem korytarz nafaszerowany biórami, w których toczyły się ożywione rozmowy. Mimo ogólnego przeświadczenia, że w każdej agencji detektywistycznej są narkotyki, przekręty i ogólny bałagan tu tego nie było. Była to typowa agencja ,,zjednoczonych we wspólnej sprawie ludzi pragnących zmienić ten świat na lepszy,, , co w praktyce oznaczało kilku dosyć dobrych detektywów zamykających lub likwidujących seryjnych morderców, gwałcicieli i złodziei. Z nieukrywaną satysfakcją wsłuchałem się w piękny dźwięk drewnianych drzwi pędzących na spotkanie betonowej ściany. Niechlujnie klapnąłem na obrotowym krześle kładąc wysłużone buty na mahoniowym blacie. Oplotłem wzrokiem gabinet ,,szefa,,. Szklane witryny zatopione w matowych ścianach skrywały złote okręgi cennych metali, słońce jasno świeciło zza okna, a tłusta twarz grubasa przede mną cała umazana była lukrem. Bowiem mój ,,szef,, był właśnie tym typem policjanta- pączek w dłoni, czarny garnitur maksymalnie opięty na wielkim bandziochu i wiara w ogromną misję powierzoną policjantom. W tym wypadku było to jeszcze ogromne zamiłowanie do porządku. Jakub Brown z obrzydzeniem spojrzał na moje brudne buciska.
-Jak tam sprawa na przedmieściach?- spytał wycierając z twarzy dżem.
-Dwa trupy: dziewczyna i kanibal. Czas zgonu: dwie godziny od odnalezienia. Jedyny podejrzany: kanibal.-każdy mój raport tak wyglądał. Nie lubię dużo mówić.-Masz coś nowego?
-Nie.
To mi wystarczyło. Zciągnąłem buty z blatu, co spotykało się z wyraźną aprobatą Browna, wstałem i skierowałem się do drzwi. Zatrzymał mnie jednak chwytając za ramie i szeptając:
-Uważaj stary i przestań sam wymierzać sprawiedliwość. Myślisz, że nie wiem z czyjej kulki dostał ten kanibal? Teraz Ci jeszcze odpuszczę, ale dłużej nie mogę Cię kryć. Więcej nie chce widzieć takich akcji. Rozumiesz?
Popatrzyłem na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.
-Żaden ,,stary,,. Nazywam się John Yellow.- odrzekłem i wyszedłem. Nigdy nie będę go słuchać. Nie jest moim szefem. Rządzi moimi zarobkami, ale nie moim ciałem.
Szeroko rozwarłem drzwi piekieł. To był śliczny, marcowy dzień i nawet moje skamieniałe serce zabiło weselej. Jeden tylko szczegół nie pasował do złocistego słońca, białych chmurek podróżujących spokojnie po nieboskłonie i długich kluczy powracających ptaków, a był to gruby brodacz dobierający się do młodziutkiej dziewczyny. Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, ale… jej oczy były tak przerażone, tak przeraźliwie krzyczała. Nie potrafiłem odmówić jej pomocy. Jednym ruchem wyciągnąłem pistolet i strzeliłem w śmiecia. Zatoczył się, a z jego nogi wytoczył się wulkan krwi. Zaklną pod nosem i utykając uciekł w przestrachu. Dziewczyna wstała, otrzepała ubrudzone kolana, poprawiła ramiączko, które zboczeniec jej przekrzywił i uśmiechnęła się szeroko. Wyglądała na bardzo szczęśliwą, tak jakbym przed chwilą opowiedział jej żart, a nie uratował przed tak straszliwym wydarzeniem jakim jest… Brr! Widząc jej prześliczne oczy wiedziałem, że udusiłbym każdego drania, który próbowałby ją skrzywdzić.
-Dziękuję.-odrzekła i uciekła. Zdziwiony udałem się na przystanek.
Bez zbędnego gadania dodaję kolejny rozdzialik. Z cichą nadzieją, że Wam się spodoba opuszczam Was na około 10 dni. Nie martwcie się, tylko wywożą mnie do jakiegoś buszu nie wiadomo gdzie i kiedy bez dobrego wyżywienia i internetu, to tylko kolonia :)

piątek, 26 czerwca 2015

*Nadeszły Wakcje*

Tak oto rozpoczęły się wakacje 2014/15



Korzystając z mojego, niezbyt częstego, dobrego nastawienia ( nie żebym była smutasem, :) jestem pozytywnym człowiekiem, ale dziś jestem wyjątkowo radosna ) wstawiam wakacyjny pościk. To będzie jeden z tych pisanych ,,impulsem,, więc nie przejmujcie się pokładami lekkiej filozofii (czasem muszę sobie ,,pofilozofić,, mówi się trudno ;) )

Zaczynają się wakacje. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to czas niebywałego odpoczynku i luzu. Nie chodzi o to że leżę do góry brzuchem (pracoholicy nie odpoczywają w ten sposób), ale i tak czuję się wypoczęta. Właśnie o tym chciałam dziś napisać. Większość z mojego, niby licznego, grona znajomych siedzi w domu całkowicie się obijając. Nie uważam, że to złe, ale... naprawdę nie żal wam tego czasu?
Nigdy podczas lekcji nie patrzyłeś tęsknym wzrokiem w okno myśląc: ,,Chciałbym żeby był już koniec?,, A gdy jest już ten upragniony ,,the end,, co robisz?
 Myślę, że warto wypoczywać aktywnie. Wiem, że brzmi to jak szkolne biadolenie, ale nie o to przecież chodzi. Jeśli nawet nigdzie nie jedziesz to zrób coś! Umów się z kimś, pogadaj z sąsiadem, wyjdź na rower czy rolki, a nawet na zwykły spacer. A w drugą stronę- napisz coś, narysuj, załóż bloga (tak jak ja ;) )- po prostu samorealizuj się :) . To może być początek czegoś wspaniałego,  lub jedne z najlepszych wakacji życia. Spraw, byś tego pierwszego września data apokalipsy ;) mógł bez żalu powiedzieć: ,,Fajnie, że wróciłem, jestem wypoczęty i gotowy na nowy rok,,
To naprawdę nie takie trudne, wystarczy żebyś oderwał się od tego bloga, wyszedł z internetów  i skorzystał z zasłużonego urlopu.


Zostawiam Was z tym motywującym postem i życzę udanych wakacji :)

czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 1; Szaruga

                                     
                                              Szaruga, niska, wilgotna mgła i duszący zapach spalin. Do tego jeszcze ten odór taniego chińskiego żarcia zmieszany z jeszcze gorszym zapachem rzeczy tak obrzydliwych, że niewartych wspomnienia. Szare, obszarpane budynki ,,upiększone,, wulgarnym graffiti i mokrym praniem nie zaliczały się... też bynajmniej do kanonów piękna. Gdzie byłem? W mojej ,,ulubionej,, dzielnicy- dzielnicy morderstw, nierządu i patologicznych rodzin. Sekty i trupy były tu na porządku dziennym. W żadnym razie nie przypominało to miejsc, które odwiedzają detektywi w amerykańskich serialach. Tak, jestem ,,detektywem,,. Powiedzmy jednak, że nie działam standardowo. Nigdy nie działałem.
                                             O jest! Oto zza zakrętu zobaczyłem taki oto ,,śliczny,, obrazek: ciało jakiejś uroczej kobiety wygięte nienaturalnie, z okropnym grymasem na twarzy, którym rozkoszował się pewien naganny młodzieniec w obszarpanych ubraniach. Widocznie bardzo mu smakowała, bo nie zwrócił nawet uwagi na to, że wymierzyłem doń z pistoletu i nadal zajadał jej dłoń. Zastrzeliłem go. Bo czemu nie? Na pewno zrobił coś złego- pobił kogoś, oszukał, okłamał, przezwał, a do tego nie spodobał mi się totalny brak jego manier podczas jedzenia. W agencji, przed tym grubasem, który śmie się nazywać szefem, będę tłumaczył pokornie, że rzucił się na mnie i był kanibalem, a to przecież nielegalne, teraz jednak nie miałem na to czasu. Kopnąłem jego ciało tak, że potoczył się gdzieś daleko, a sam ukląkłem koło pięknej dziewczyny. Bo była to w gruncie rzeczy dziewczyna- z pięknymi krągłościami, mnóstwem makijażu i w drogiej biżuterii, ale więcej niż 25 lat nie mogła mieć, więc była dziewczyną. Mimo jej masakrycznego stanu z nadzieją sprawdziłem tętno. Nie żyła. Ile? Około 2, maksymalnie 3 godzin. Zamknąłem jej przerażone oczy. Pierwszy raz od dawna zrobiło mi się kogoś żal. Mogła jeszcze zrobić tyle rzeczy, tyle w życiu osiągnąć… Moi rodzice też mogli i co? Zabili ich, trudno się mówi. Odchodząc zwróciłem uwagę na nienaturalnie połamane nogi. Wygięte do tyłu, ze śladami złamań przywodziły na myśl literę ,,M,,. ,,Znajdę tego gnoja i powykręcam tak, żeby mógł się w dupę pocałować,,- pomyślałem.
                                               ,,Maleńki… Kochanie… Mamusia tu jest… Tak, mamusia!... Koteczku maleńki… Kim będziesz jak dorośniesz?...No kim?... Prawnikiem jak Mamusia?... Prezesem jak Tatuś?...A może detektywem, maleńki?...
NA ZAWSZE POZOSTANIESZ NIKIM!,,




 ------------------------------------------------------------------------------------------------

Bez zbędnego ociągania przystępuję do pracy. Nie martwcie się, że jest krótko: nie lubię zbytniego ględzenia we wprowadzeniach.
Co się podobało? Co zmienić? Co najlepsze?

środa, 24 czerwca 2015

Wellcome :)

                                                   Tak więc, po naprawdę długich przemyśleniach i kilku godzinach papierkowych męczarni, powstało to co widzicie. Sęk w tym: co widzicie? Albowiem widzicie spis kilku ciekawych historii, które przydarzyły się kiedyś paru osobom. Nazwałam je ,,Kroniki Rzeczywistości,, , co jest nazwą, chyba, słuszną.
                                                   Fascynuję się każdym gatunkiem po trochu, ale w mojej naturze leży szczególnie kryminał, dlatego też opowiadania o tej tematyce będą się pojawiać najczęściej. W razie jakiś propozycji piszcie śmiało- calusieńki czas jestem online, nie bójcie się złości, czy wyśmiania. Wypowiedzi krytyczne ,,przyjmuję na klatę,, ;) , a pochwały do serca.
Będę ,,w 7 niebie,, jeśli będziecie się udzielać. To ogromnie motywuje.
                                                   Liczę na owocną współpracę :)